Ostatnie tygodnie to istne szaleństwo.
To walka o każdą godzinę, o każdą minutę.
Nie pamiętam takiej życiowej intensywności.
Praca- przeprowadzka- katarki, kaszelki, gorączki- remonty.
W tym wszystkim Ja i Moja wewnętrzna potrzeba spokoju. Harmonii. Własnego miejsca.
Myślę sobie, mówię sobie ... jeszcze moment. Kilka chwil. A potem ...
Potem ...
Nowy rozdział. Nowe mieszkanie. Nowe życie.
Nasze. Tylko nasze.
Witaj! Jak ładnie tu u Ciebie...zostaję na dłużej:) Duża intensywność, ale przecież wicie gniazdka - najlepsze. Dopieszczanie, ostanie poprawki i już można, a i najważniejsze - własne miejsce i w nim Ci, których kochamy. Powodzenia!
OdpowiedzUsuń